Pustka
*
Pustka.
Czymże ją nazwać?
Rozdziera od środka nawet najsilniejszego człowieka, nie pozostawiwszy nawet najmniejszego grama jakiegokolwiek współczucia.
*
Dwadzieścia lat, to dalej za mało, by człowiek choć na chwilę mógł poczuć szczęście.
*
Zamykam oczy i widzę to wszystko co usłyszałam.
Wewnętrznie szlocham, gdyż jedyne co na ten moment jestem w stanie odczuć - to cierpienie.
Nie mogę funkcjonować, nie mam siły na kolejny dzień walki sama ze sobą. Na kolejny dzień odpuszczania Tobie Twoich własnych win. Skrzywdziłeś mnie, choć sądziłam, że to uczucie nie przeminie z wiatrem. Sądziłam, że jestem na równym poziomie traktowana, na którym traktowałam Ciebie.
Byłam pewna, że znalazłam swoje miejsce. Swój azyl.
Byłam pewna, że właśnie rozpoczęłam swoją drogę do końca mojego życia, czułam się szczęśliwa.
Czułam się ustatkowana. Czułam, że krzyż na moich plecach powoli zaczął gnić.
Nigdy nie powiedziałam tego prosto w twarz nikomu, ale myślałam, że to już jest na zawsze.
A teraz jestem tu, gdzie jestem.
Płacze nocami, gdyż nie umiem wymazać sobie z głowy wszystkich wspomnień, jednocześnie widząc to, co mnie skrzywdziło.
Widzę ją i widzę Ciebie.
Widzę to, co robiłeś i nie potrafię tego zdzierżyć.
Nie potrafię odpuścić, nie potrafię zrozumieć, jak mogłeś mnie tak zniszczyć...
Jak mogłeś mi to zrobić.
Dlaczego byłam tak mało warta?
Chciałabym chociaż na chwilę móc cofnąć czas. Poczuć się szczęśliwym człowiekiem, którego ktokolwiek kocha. Który może na kogokolwiek liczyć.
Zamiast tego każdego dnia budzę się z nadzieją, że to wszystko nie jest prawdą. Że zaraz przyjdziesz, przytulisz mnie... powiesz, jak bardzo mnie kochasz i że nigdy byś mnie nie skrzywdził.
Choć to obłudne i dziecinne myślenie, skoro karty zostały już rozdane.
Wiesz dlaczego tak o to wypytuje?
Bo nie jestem w stanie do teraz w to wszystko uwierzyć. Nie jestem w stanie zakomunikować w swoim mózgu tych wszystkich informacji i po prostu żyć dalej.
Za bardzo się przywiązałam, za bardzo Ci ufałam w kwestii uczuć i za bardzo nie umiem się z tym wszystkim pogodzić. Czułam się zbyt pewnie, tak, jakbyś po prostu był mi pisany i nigdy nie miał zniknąć.
Dlatego mnie to tak boli, bo wiem, że zrobiłeś to, nie czując przy tym nic.
W pewnym momencie musiało Ci przestać zależeć i po prostu pchnąłeś to dalej, nie widząc ile cierpienia i krzywdy przez to przyjdzie mi znieść.
Chciałam być zawsze dla Ciebie najlepsza, chciałam być kimś wyjątkowo idealnym. Chciałam, byś kochał mnie nad życie. Oddałam Ci wszystko, oddałam Ci całą siebie po raz pierwszy w moim życiu i to właśnie dlatego, nie umiem tego zdzierżyć.
I właśnie dlatego, nie umiem wytrzymać.
Jestem załamana, nawet jeżeli tego nie widać.
Bo nie ma co się oszukiwać, wyglądam, jakbym trzymała się dobrze.
Lecz tak absolutnie nie jest.
Nie trzymam się w ogóle, wewnętrznie czuje rozdzierającą mnie pustkę i chłód, który powoli staje się coraz bardziej nie do zniesienia. Czuje strach przed tym, że jestem zmuszona w tak bestialski sposób układać sobie życie bez Ciebie.
Bestialski - bo po prostu zwątpiłeś w to wszystko i wykazałeś się niemiłosierną bezdusznością.
Byłam i jestem zbyt dobra dla ludzi.
Byłam i jestem zbyt dojrzała dla Ciebie.
Byłam i jestem niekochana.
To, co myślisz, że czujesz i to, co myślisz, że ja czuje jest wierzchołkiem góry lodowej moich prawdziwych uczuć.
*
Komentarze
Prześlij komentarz